Co myśleć? Co czuć?

Nie pisałam bardzo długo. Chciałabym pozbierać jakoś moje myśli, uczucia, nazwać, uporządkować. Nie wiem, czy mi się uda.

 

Największe piętno odcisnął na mnie strajk kobiet. To było, i może wciąż jest, porażające doświadczenie. Wyrok TK bardzo mnie ucieszył, zawsze popierałam całkowitą ochronę życia ludzkiego, a teraz miało być ono bardziej chronione przez prawo. Ale przez to, co zaczęło się dziać na ulicach, nie mogłam się tym tak na prawdę ucieszyć. Przeraziła i zszokowała mnie reakcja tylu ludzi, głównie młodych kobiet, które wyszły na ulice i zaczęły wykrzykiwać wulgarne hasła, domagać się aborcji na żądanie, niszczyć elewacje kościołów, traktować z nienawiścią polityków i sędziów TK, odnosić się wrogo do Kościoła. Nastąpiła eksplozja złości, nienawiści, agresji, podsycanej umiejętnie przez liderki strajku, które wykorzystują nastroje społeczne do swoich politycznych celów. Tak zobaczyłam to obserwując relacje w mediach. Doceniam to, co zrobił prezydent, który podjął próbę złagodzenia wyroku sądu TK w celu złagodzenia napięcia społecznego. Posunął się tak daleko, na ile pozwalała mu jego wiara, nie mogąc zgodzić się na aborcję eugeniczną, ale zgadzając się na aborcje w przypadku niechybnej śmierci noworodka. Ale jego propozycja nie ma szans w obecnej sytuacji.

Fakt, że społeczeństwo katolickie, uczestnicząc w protestach odwróciło się od Kościoła i zasad moralnych swojej wiary, świadczy o tym, że sytuacja Kościoła radykalnie się zmieni. A ta zmiana zaczęła się już wraz z  epidemią koronawirusa, kiedy zamknięto kościoły, a katolicy musieli sobie zadać pytanie, jak ze swoja wiarą odnaleźć się w zmienionej sytuacji. Tak samo próbowałam odnaleźć się i ja, ale słabo mi to szło. Poza tym wstrząsnął mną upadek kolejnego autorytetu, Jeana Vaniera, jego sprawa stała się dla mnie po ludzku niezrozumiała. Jak złe drzewo może wydać dobre owoce, ja tego nie rozumiem. Muszę przyznać, że chyba to jego przypadek zachwiał we mnie najmocniej zaufanie do „ludzi Kościoła”, zdawało mi się, że już nikomu nie można zaufać.

Teraz rozliczne informacje dotyczące biskupów, którzy dokonywali przestępstw seksualnych, tuszowali pedofilię i byli autorami rozlicznych przekrętów finansowych, nie robią już na mnie takiego wrażenia, już mnie nie szokują, po prostu przyzwyczaiłam się, a to nie jest dobrze kiedy człowiek przywyka do zła i to tam, gdzie go powinno być najmniej. Jednak autorytet Jana Pawła II wciąż jest dla mnie niepodważalny, i uważam to za nieodpowiedzialne i pochopne przypisywać mu jakąkolwiek winę tylko z powodu domysłów. Przecież Kościół ogłosił go świętym, i to nie pochopnie, ale po wnikliwym badaniu, i po zaistnieniu cudu. Zresztą znane jest wiele cudów za Jego wstawiennictwem, więc Bóg potwierdził Jego świętość.

Chyba że to wszystko jest jedna wielka ściema, nie ma Boga, nie ma działającego Jezusa, nie ma Ducha św. obecnego w Kościele. Biblia nie jest świętą księgą, nie jest żywym słowem Boga. Aż strach mi to pisać, ale takie wątpliwości czasem mnie ogarniają.

Jezu, ufam Tobie!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi