Czy to koniec depresji?

Od wiosny nie biorę leków na depresję. Brałam kilkanaście lat. Przeszła jesień, najciemniejsza część zimy, a ja czuję się dobrze! Oczywiście przeżywam różne emocje, też trudne, też lęk, smutek, poczucie winy. Dzisiaj moja mama miała operację, i strasznie się denerwowałam. To było trudne do zniesienia, ale nie niemożliwe. Myślę, że już dawno nie przeżywałam tak nasilonych emocji, bo leki antydepresyjne stępiały uczucia. Ich działanie 'znieczulające”, obniżające wewnętrzne napięcie i chroniące przed zalewem negatywnych myśli było konieczne, ale teraz już radzę sobie bez nich. Z tego co obserwuję zniknęło główne koło zamachowe, które napędzało depresję, mianowicie nienawiść do siebie.  Na jednej z terapii rodzinnych usłyszałam taką hipotezę, że depresja której naturą jest autoagresja jest rezultatem przekierowania nieakceptowanej złości wobec otoczenia na złość wobec siebie. Myślę, że jest w tym sporo prawdy. Przyjęłam tą hipotezę i uznałam, że warto uświadamiać sobie swoje uczucia, nazywać je bez lęku, a nawet pozwalać sobie niekiedy na ich wyrażenie. Moja osobowość wciąż jest zbudowana na lęku i poczuciu winy, ale nie ma już odrzucenia siebie. Co więcej uznałam się za wartą miłości i niezachwianie wierzę w gorącą miłość Boga do mnie. To niesamowite, ale czuję się uzdrowiona. I bardzo doceniam pomoc ludzi, psychiatrów, terapeutów, tych którzy się za mnie modlili, ale we wszystkim widzę przede wszystkim rękę Boga. Doświadczam też Jego bezpośredniego działania. Dał mi poznać, że ludzka pomoc i mój wysiłek jest ważny, ale najważniejsze jest bym w tym wszystkim opierała się na Nim, że tylko On jest prawdziwą skałą, która nie zawiedzie. Jezu, pragnę Ci zaufać całym moim sercem, tak bym mogła śmiało powiedzieć, parafrazując Psalm 112, że moje mocne serce zaufało Panu. Amen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi