Czuję się zraniona po spowiedzi. Po poprzedniej miesiąc temu też czułam się zraniona. Wtedy nie otrzymałam żadnego pouczenia, tylko na pokutę przeczytać „coś” z Ewangelii. Jednym słowem odczytałam to jako : „Nie zawracaj mi głowy i spadaj.”Ale teraz miałam zupełnie inną sytuację. Spowiednik poświęcił mi czas, a na moje wyznanie win dotyczących relacji z mężem zareagował stwierdzeniem, że właściwie nie powinien udzielić mi rozgrzeszenia i że nie jestem chrześcijanką tylko antyświadkiem. Tak łatwo i lekko mnie ocenił nie znając ani mnie ani mojej sytuacji. Czy idąc do spowiedzi muszę być przygotowana na cios? W tym przypadku celny cios w samo serce, bo relacja z mężem jest dla mnie źródłem największych problemów emocjonalnych i duchowych. Czy mam słowa spowiednika odczytywać jako wyraz woli Bożej? Nie wiem. Na razie pełno we mnie złości i smutku i pytań bez odpowiedzi. Nawet nie zauważyłam, że Bóg przebaczył mi winy, i nie ucieszyłam się tym. Jezu, Tobie ufam, wiem, że jesteś w moim sercu i że kochasz mnie miłością niezmienną, czułą i gorącą, na tym opieram swoje życie . Wierzę,że tak samo kochasz mojego męża. Ty jesteś tą tajemniczą więzią, która połączyła nas w sakramencie małżeństwa, i chociaż nasza sytuacja wzajemnej relacji wydaje się beznadziejna, w Tobie pokładam nadzieję. Proszę Cię, zgodnie z zaleceniami spowiednika, żebym upodabniała się do Ciebie w miłości. Amen

