Ruiny

Uff… nie zdawałam sobie sprawy, że tak dużo czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. No cóż, przeszłam załamanie psychiczne, wynikło z niego załamanie wiary, kompletny dołek. Przypomniałam sobie, jak to jest mieć depresję: natłok negatywnych myśli i uczuć, nad którymi nie ma się kontroli, poczucie życia w koszmarze. A myślałam, że już nigdy tego nie doświadczę. Ogłosiłam przecież, że Jezus mnie uzdrowił z depresji, a tu taka wtopa. Wystarczył  okres intensywnego napięcia emocjonalnego i nastąpił „zjazd”. Wróciłam do leków. Można powiedzieć, że porażka. Też w sferze duchowej. Zachwiało to moją wiarą, oj słabiutką. Bo jeśli mi się to przydarzyło, jeśli mnie Jezus jednak nie uzdrowił, jeśli mi się tylko tak wydawało, to może Go w ogóle nie ma? Może to wszystko, czego doświadczam, też w sferze wiary,  to tylko wytwór mojej emocjonalności, mojego mózgu, procesów chemicznych w nim zachodzących?  I cała moja nowa osobowość runęła, zbudowana na pewności miłości Jezusa. I tak żyłam przez pewien czas w tych ruinach, dopóki leki nie zaczęły działać i nie poczułam się lepiej. I wróciłam do wiary. Bo ja jednak bez wiary żyć nie umiem. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, ale znowu wierzę, ufam i oddaję się Jezusowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi