Mimo niechęci adwentowe postanowienie

Denerwuje mnie gadanie o adwentowych postanowieniach. Nie miałam zamiaru żadnych podejmować. Aż do piątku. To był pierwszy piątek miesiąca. Poszłam do spowiedzi. Po ponad czterech miesiącach. Tak się ostatnio jakoś przyjęło, że do spowiedzi wybierałam się trzy razy do roku: w adwencie, wielkim poście i przed pielgrzymką. Po prostu tak to odwlekałam, tak omijałam myślą. Właściwie do spowiedzi przygotowałam się w czwartek na adoracji, kiedy ksiądz zapowiedział, że będzie całodzienna spowiedź. Poszłam w stronę konfesjonałów, a tam przykra niespodzianka. Spowiednika brak. Wkurzyłam się bardzo. Bo jak to, dlaczego księża są tak niesłowni. Zresztą nie tylko ja byłam zawiedziona. Poczekałam trochę i wyszłam z kościoła pełna złości.Rozumiałam, że trzeba to przyjąć jako wolę Bożą, ale pozwoliłam sobie przeżyć moje emocje. Powiedziałam o nich Jezusowi i postanowiłam więcej o tym nie myśleć, aby nie wpaść w jakąś pułapkę emocjonalną. Następnego dnia spokojnie się wyspowiadałam. A potem przyszła mi do głowy myśl o adwentowym postanowieniu. Spowiedź co miesiąc. W pierwszy piątek miesiąca. Piszę o tym, bo co napisane to bardziej zobowiązujące. Miałam już w swoim życiu jedno dobre postanowienie ( wielkopostne albo adwentowe- nie pamiętam), było to systematyczne czytanie Biblii od początku. Dzięki temu zbliżyłam się do Boga. Mam nadzieję, że to kolejny dobry krok na tej drodze. Amen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi